KUŹNIA W WOLI GRZYMALINEJ
Był piękny, słoneczny dzień. Lato 1984 roku, wakacje. Pod kuźnię w Woli Grzymalinej podjechały dwa nieduże ciągniki, były to prawdopodobnie Ursusy C-328. Kuźnia znajdowała się zaledwie kilka metrów od mojego domu. Właścicielem kuźni był kowal Stanisław Alama, człowiek otwarty i sympatyczny, lubiący pożartować albo powiedzieć dobre słowo. Często zaczynał swoją pracę wcześnie rano i wtedy po moim podwórku rozchodził się znajomy dźwięk kutego żelaza. Wtedy jeszcze na wsiach było bardzo dużo koni i kowal miał wiele pracy przy produkcji podków. Nadchodził czas wysiedlenia, historia kuźni w Woli Grzymalinej właśnie dobiegała końca. Stanisław Alama przygotowywał się do przeprowadzki do Bełchatowie. Ale nie zamierzał rozstawać się ze swoją kuźnią. Miał córkę w Łękińsku i właśnie tam postanowił ulokować swoje miejsce pracy. Kuźnia była zbudowana na konstrukcji drewnianej ale przenieść ją na odległość 4 km to sprawa niełatwa. Należało łomami podnieść kuźnię do góry i podłożyć płozy a następnie podpiąć liny do ciągników i ciągnąć jak sanie po śniegu. Ale kuźnia stawiała opór i ciągniki nie dawały rady, widocznie było jej tu dobrze i nie chciała się wyprowadzać. Niczym historia sprzed wielu lat kiedy obraz z naszego kościoła, który ciągnięty na wozie nie dojechał do Łękińska, bo obok kapliczki świętego Jana woły nie chciały jechać dalej. Ale wielki przemysł był coraz bliżej, koparki gryzły ziemię w szybkim tempie, wielka dziura z węglem nieubłaganie zmierzała w kierunku Woli Grzymalinej. I tak jak obrazy z kościoła nie chciały niegdyś przeprowadzki do Łękińska, ostatecznie przy wysiedleniu Woli razem z kościołem trafiły do Białej Pajęczańskiej. Tak samo kuźni w końcu pogodziła się z losem. Podjechał duży 4-tonowy Ursus C-385 i pociągnął kuźnię w kierunku Kucowa a za Pastwiskami skręcił w lewo w kierunku Ławek. W końcu zniknęła kuźnia za rogiem i wtedy widziałem ją po raz ostatni. W tym czasie, 2 km dalej, w kierunku północnym właśnie powstała nowa kuźnie na oddziale ws-5 Kopalni Bełchatów. Było tam trzech kowali. Marian Dolata z Grocholic, Józef Sójka z Oleśnika i Andrzej Blada z Wolicy. Ale w kopalnianej kuźni nie podkuwało się koni, tylko klepało się pióra resorów do samochodów ciężarowych. A nasz kowal Stanisław Alama w Woli Grzymalinej nie podkuł już ani jednego konia.
Tu mieszkał kowal Stanisław Alama
ALE TA HISTORIA MA SWÓJ DALSZY CIĄG
Okazało się, że kuźnia w Łękińsku zachowała się do dnia dzisiejszego i ma się całkiem dobrze. Do tego wyposażenie wnętrza kuźni jest niezwykle bogate i zachowane jak za dawnych lat. Brakuje tylko kowala i znów można podkuwać konie. A więc oprócz kościoła zachował się jeszcze jeden obiekt z architektury Woli Grzymalinej. Serdeczne podziękowanie dla Państwa Marii i Lecha Moryniów za umożliwienie wykonania fotografii kuźni w jej obecnej lokalizacji w Łękińsku.







Komentarze
Prześlij komentarz