Michał Świercz, Miłość ludowa, Dziennik Łódzki

 

          Ożenił się stary z młodą

          Poszli razem spać

          Stary młodej spać nie daje

          Siedem razy na noc wstaje

          Ale jeno …………

Tego typu przyśpiewki dawniej często pojawiały się na weselach. Ostatnie słowo pominąłem z premedytacją. Kto chce wiedzieć jak wygląda całość, zapraszam do obejrzenia wywiady, jakiego udzielił Dziennikowi Łódzkiemu nasz znajomy etnograf z Muzeum Archeologii i Etnografii w Łodzi Michał Świercz


https://dzienniklodzki.pl/milosc-ludowa-jak-kiedys-kochano-i-czy-w-ogole-kochano/ar/c11p2-28718379?fbclid=IwY2xjawP9eEJleHRuA2FlbQIxMABicmlkETFMTkdPSkE1eFl1ckRHSmdBc3J0YwZhcHBfaWQQMjIyMDM5MTc4ODIwMDg5MgABHgxviWVqo1nndcrSGEBHcdiB8TZVyr-k-gHbAh3AGcBY3ULwJ0hgxnKCLErv_aem_bdc788nP9efnsbjEAw-ufw


Do opowiedzianych powyżej historii dołożę jeszcze dwie:

                                                  Historia 1

Tą opowieść usłyszałem przed około 8 laty w cyklu reportaży Polskiego Radia Program 3. Zapewne tą audycję można odnaleźć w archiwum Programu 3. Gdybym pamiętał tytuł, było by to całkiem proste. A było tak: Wiele lat temu w pewnej polskiej wsi było małżeństwo z gromadką dzieci. Niestety, stało się nieszczęście. Matka zachorowała i zmarła, ojciec został z dziećmi sam. Sytuacja nie do pozazdroszczenia. W tamtych czasach małe dzieci często chorowały a wielokrotnie umierały, opieki lekarskiej w zasadzie nie było. Ojciec nie był w stanie samodzielnie zaopiekować się małymi dziećmi, tym bardziej, że musiał zająć się całym gospodarstwem. Ale miał dobrych sąsiadów, którzy postanowili jakoś zaradzić w tej trudnej sytuacji. Sąsiedzi postanowili znaleźć mu nową żonę. Niestety, żadna z miejscowych panien ani wdów nie chciała opiekować się gromadką nie swoich dzieci. Należało poszukać w dalszej okolicy. W końcu sąsiedzi znaleźli pannę, która pojawiła się u owego wdowca. Oprowadzili ją po gospodarstwie, zobaczyła trójkę małych dzieci i trzy krowy w oborze. Serce jej zmiękło na widok dzieci ale są trzy krowy, myśli sobie - damy radę. W nieodległym czasie odbyło się wesele. Następnego dnia po weselu przychodzi sąsiad, zabiera dwie krowy i przyprowadza jeszcze troje dzieci. Strasznie się zdenerwowała panna młoda, że tak została oszukana i postanowiła na piechotę wrócić do swojego rodzinnego domu. Ale jej rodzice stwierdzili, że skoro przyrzekała mężowi w kościele przed Bogiem wierność do końca życia, to musi przysięgi dotrzymać i furmanką zawieźli ją do męża. Czas pokazał, że byli bardzo udanym małżeństwem, mieli jeszcze własne dzieci a owa pani była bardzo dobrą matką zarówno dla swoich biologicznych dzieci jak również dla tych adoptowanych. Historię tą opowiadała w radiu wnuczka a jednocześnie córka jednego z adoptowanych dzieci. Gdyby kiedyś udało mi się znaleźć z zasobach archiwalnych Trójki ten reportaż, umieszczę link na blogu.

                                                  Historia 2

Tą historię usłyszałem wiele lat temu od mojego wujka, który mieszkał w okolicach Kamieńska. Otóż chodził kawaler do panny, mieli się ku sobie, więc postanowili się pobrać. Ślub zaplanowany, wesele lada chwila, świnie ubite, bimber gotowy, wszystko zmierza do pozytywnego finału. Ale pojawiły się zupełnie nie spodziewane problemy. Rodzice niedoszłej panny młodej mieli dwie córki. A kawaler upatrzył sobie na żonę młodszą z sióstr. Ale na wsiach dawniej była taka tradycja, że pierwsza wychodziła za mąż zawsze najstarsza córka. Ślub miał odbyć się w godzinach wieczornych, w kościele oświetlenie było wtedy słabe, więc rodzice narzeczonej postanowili podmienić pannę młodą i do ołtarza poprowadzili starszą z córek. Już się szykują do Marszu Mendelsona ale pan młody spogląda na wybrankę i coś mu nie pasuje. Mówi:

- przecież to nie ta sama

A starosta weselny na to:

- bierz taką jaka jest

Kiedy mi to wujek opowiadał byli już szczęśliwym małżeństwem z 30-letnim stażem

Można by uznać, że obydwie powyższe historia są nie do wiary, gdyby nie to, że wydarzyły się naprawdę.


I jeszcze słów kilka o zwyczajach świątecznych w kolejny artykule Dziennika Łódzkiego


https://dzienniklodzki.pl/pastoralki-koledy-i-zwyczaje-swiateczne-jaka-jest-ich-historia-rozmowa-z-entografem-z-muzeum-archeologicznego-i-etnograficznego/gh/c13p2-28277315


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

DARIUSZ GARNCAREK "GENÓW ŚLADEM"

Parafia Wola Grzymalina, metryki 1925

Marta Tomczok książka "Blizny"